Ostatnio zaczęłam się zastanawiać dlaczego mam akurat syndrom jedzenia kompulsywnego a nie coś innego i poprzypominały mi się moje myśli i sytuacje z przeszłości.
Pierwszy raz pomyślałam, że jestem gruba w wieku 9 lat. Pamiętam, ze stałam przed lustrem, podnosiłam koszulkę do góry i patrzyłam się krytycznie na brzuch, który uważałam za obrośnięty tłuszczem. Skąd takie myśli u dziecka? Nie wiem. Patrząc na zdjęcia z tamtego okresu byłam bardzo małym i chudym dzieckiem. Zarzucałam sobie wtedy, że za dużo jem (!). Chyba to były pierwsze oznaki buntu wobec mojej matki (pewna nie jestem).
Dlaczego BED a nie bulimia albo anoreksja? Głodzić się nie umiałam, coraz więcej jadłam, jednakże ganiałam z dzieciakami po lasach i wsi więc byłam chuda. Następnie stało się coś dla mnie wtedy strasznego: ze wsi przeprowadziliśmy się do miasta. Zmiana otoczenia u bardzo nieśmiałego dziecka to był szok, na dodatek koleżanki zaczęły mnie prześladować ("jesteś wsiarą itp."). Zamknęłam się w domu i przestałam wychodzić = mało ruchu, na dodatek zaczął się okres dorastania. W wieku 11 lat byłam przekonana, że jestem wielorybem. Rozpoczęłam kolejne próby z głodówkami naturalnie skończone fiaskiem. Któregoś dnia znalazłam w jakimś piśmie historię dziewczyny z bulimią. To było olśnienie, chciałam być taka jak ona: jeść tak jak lubię a potem wymiotować. W tym wieku w ogóle się nie przejęłam, że zniszczę sobie organizm itp. A więc czemu nie bulimia? Miałam szczęście: nie wiedziałam jak się wywołuje wymioty a nie mogłam spytać się rodziny ponieważ byłaby awantura. Nie było wtedy Internetu (dzięki bogu!) a koleżanki nie miały o czymś takim pojęcia. Tak więc po kilku dniach i kilku nieudanych eksperymentach dałam sobie spokój.
Od 11 do 16 lat utwierdzałam w sobie zaburzenie odżywiania: ciągłe próby odchudzania i wielkie napady głodu. Na dodatek trafiłam do gimnazjum gdzie było jeszcze gorzej niż w podstawówce: stałam się kozłem ofiarnym. Kompletnie nie wychodziłam z domu, nie spotykałam się z ludźmi. Nieśmiałość była tak chorobliwa, że nie byłam w stanie iść do sklepu i odezwać się do sprzedawczyni. Przy wzroście 155 cm ważyłam 70 kg. Rówieśnicy znęcali się nade mną coraz bardziej.
Wybawieniem było liceum. Ludzie byli cudowni, akceptowali mnie. Płakałam ze szczęścia, że zmieniłam szkołę i udało mi się trafić do tej a nie innej. Od razu BED odpuściło, schudłam do 55 kg. Zaczęłam wychodzić z domu, nieśmiałość prawie zniknęła (do dzisiaj mam wybiórczą). Znalazłam pierwszego chłopaka, krąg stałych przyjaciół z którymi spotykam się do dzisiaj.
Niestety wszystko runęło na studiach. Zerwałam z pierwszym facetem, który okazał się chory psychicznie. Mój wydział okazał się podobny do gimnazjum. Nikt ze mną nie gadał, nie byłam nigdzie zapraszana. Promotorka na licencjacie była kalką mojej matki. Raz o mało co się nie pobiłyśmy (!). BED powróciło w okropnej skali: obżarstwo połączone z wiecznym odchudzaniem się. Dopiero po obronie Narzeczony stwierdził, że w końcu muszę zacząć się leczyć i wysłał mnie do psychologa. Żałuję, że tak długo z tym zwlekałam...
Co do kontaktów z ludźmi: do liceum byłam strasznie uległa i zamknięta w sobie, dlatego stawałam się świetnym celem do wyładowywania nastoletniej agresji. W LO zmieniłam się o 180 stopni: stałam się strasznie silna i moja osobowość stała się przytłaczająca. Studia to inna para kaloszy: byłam na bardzo kobiecym wydziale a ja mam umysł logiczny, męski (stwierdzony u psychologa) a na dodatek uważałam, że można żyć inaczej niż szukać bogatego faceta, który wszystko za nas zrobi (niestety, nawet wykładowcy mówili, że tak pustych panienek to jeszcze nie mieli :( ).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą objawy BED. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą objawy BED. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 9 sierpnia 2012
sobota, 9 czerwca 2012
Przyczyny syndromu jedzenia kompulsywnego: część I
Dzisiaj mało prywatnych zapisków a dużo literatury przedmiotu.
Wyróżnia się cztery przyczyny BED:
1) biologiczne,
2) środowiskowe,
3) osobowościowe,
4) społeczno - kulturowe.
Opiszę po jednej w każdym poście ponieważ trochę miejsca to zajmie. Zacznę od biologicznych.
Przede wszystkim pierwszą przyczyną jest dziedziczenie chorób. Badania wykazały, że wśród krewnych ryzyko wystąpienia wszelakich zaburzeń odżywiania jest zdecydowanie większe niż w populacji ogólnej. Jako przykład podam, że wśród bliźniąt jednojajowych jednoczesne występowanie anoreksji dotyczy od 50 do 80% przypadków, zaś na bulimię cierpi od 35 do 50% przypadków. U bliźniąt dwujajowych ryzyko zachorowania jednocześnie jest o wiele mniejsze: anoreksja - ok. 35%, bulimia 30%*. Można jednoznacznie stwierdzić, że BED także występuje częściej wśród krewnych bliskiego stopnia. Np.: jestem na 99% pewna, że moja matka też jest chora (chociaż nie przyznaje się do tego i nie chce iść się leczyć).
Innymi przyczynami są:
- zaburzenia czynności mózgu: zakłócenie kontroli głodu i sytości,
- zaburzenia hormonalne*.
Tego nie będę szczegółowo opisywać ponieważ nie jestem specem od biologii a nie chcę czegoś przeinaczyć. Ostatnio oglądałam w telewizji program o chłopaku, który chorował na Zespół Pradera-Williego, który charakteryzuje się m. in. niepohamowanym uczuciem ciągłego głodu*. Ale to taka mała dygresja, szczegóły na dole strony.
Kolejną przyczyną, bardziej nabytą niż wrodzoną jest uzależnienie od tłuszczy i cukrów . Osoby chore na BED (a także na inne zaburzenia odżywiania) często przejawiają podobny stosunek do określonych produktów tak jak narkomani na substancje uzależniające. Czyli:
- po zjedzeniu odczuwanie przyjemności i odsunięcie negatywnych emocji,
- przy braku następują objawy odstawienia (np.: niepokój, rozdrażnienie),
- organizm przyzwyczaja się do dawki i domaga się coraz większej ilości substancji ( wzrasta tolerancja)*.
Dlaczego tłuszcze i cukry? Badania wykazały, że osoby chore preferują potrawy wysoko-węglowodanowe, co może mieć związek z tym, że cukier zwiększa czułość na dopaminę, która jest wytwarzana w mózgu podczas odczuwania przyjemności. Tłuszcze zaś przypominają anandamid, który poprawia nastrój*.
* Na podstawie:
Wiatrowska Anna 2009. "Jakość życia w zaburzeniach odżywiania", Lublin: Wydawnictwo UMCS.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Pradera-Williego
http://www.eufic.org/article/pl/5/25/artid/Food-addiction-or-food-craving/
http://superlinia.pl/artykuly,i,17814,gdy_jedzenie_uzaleznia
czwartek, 7 czerwca 2012
Nadchodzą zmiany..
Nie pisałam nic przez jakiś czas ponieważ... tara bam pam (fanfary, werble i te sprawy) ... napisałam pracę magisterską, oddałam ją i czekam na obronę =D. Jestem z siebie BARDZO dumna. Dlaczego? Ponieważ napisałam ją wcześniej, robiłam to regularnie, nie na ostatnią chwilę. Jest to bardzo trudne dla mnie ponieważ oprócz BED walczę z prokrastynacją.
Co to? To jest straszne cholerstwo (sorry, za wyrażenie), zacytuję Wikipedię "w psychologii patologiczna tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniającą się w różnych dziedzinach życia. Prokrastynacja najczęściej pozostaje nierozpoznana, dopiero niedawno uznano, że faktycznie jest ona zaburzeniem psychicznym. Osoby nią dotknięte – prokrastynatorów – mających problemy z zabraniem się do pracy i w związku z tym odkładających jej wykonanie, zwłaszcza wtedy, gdy nie widzą natychmiastowych efektów, zazwyczaj uważa się za leni, przypisując im brak siły woli i ambicji". Jest to właśnie choroba, która ma to samo podłoże jak BED. Tyle, że z nią łatwiej wygrać =). Z tego powodu zawaliłam jeden kierunek studiów, a na drugim ledwo udało mi się napisać licencjat (ocena 3) i dostać się na magisterkę (znajomości w dziekanacie). Od razu zaznaczam, że po tym zaczęłam chodzić do psychologa bo miałam dość tych dwóch chorób na raz. No i na magisterce już miałam dobre oceny, terapia zadziałała więc poprawiłam się =).
Ważę równo 66 kg, nie jest źle - do wesela jeszcze rok. W międzyczasie miałam dwa napady z powodu mojej pracy magisterskiej, a właściwie opinii promotorki. Najgorsze jest to, że po jednym zwymiotowałam. Od dziecka mam tendencję do bulimii ale jak na razie nie dawałam się bo z dwóch rzeczy wolę być gruba niż mieć rozwalony organizm przez przeczyszczanie się itp. Teraz mam duuuuużo czasu więc będę mogła nadrabiać zaległości w pisaniu ^^.
niedziela, 27 maja 2012
Post zainspirowany przez Maramausch i Tanyę =)
A dokładniej przez ich komentarze, Maramausch: "Kotko, czy słyszałaś o AŻ - anonimowych żarłokach? Oni mają grupy wsparcia dla jedzących kompulsywnie", Tanya napisała "nie poszłabym do specjalisty, po pierwsze dlatego, że zwyczajnie się wstydzę, po drugie nie mam na to kasy..."
Myślałam aby opisać przyczyny BED ale to temat na kilka postów - jest ich naprawdę wiele. Jak to jest/było z moim leczeniem? Gdy zorientowałam się, że mam problem - a było to jakiś czas temu postanowiłam nie czekać tylko iść do psychologa. Czemu? Byłam u kresu wytrzymałości, na dodatek równocześnie musiałam się leczyć z innego schorzenia związanego z psychiką (obie choroby miał tą samą przyczynę ale to także temat na oddzielny post). Najpierw umówiłam się z prywatnie z pewną panią psycholog. Jednakże bardzo mi przeszkadzało, że musiałam zapłacić za wizyty. Po 1: brak kasy u studentki, po 2 miałam wrażenie, że ona to robi dla pieniędzy. Dlatego postanowiłam skorzystać z przychodni lekarskiej mojego uniwersytetu. Dostałam się do pani psycholog na NFZ i to był strzał w dziesiątkę. Co ciekawe najpierw musiałam otrzymać zaświadczenie od lekarza rodzinnego, że mam schorzenie. Wiecie co mi wpisał w rozpoznaniu? Bulimię - mimo, że nigdy nie wymiotowałam ani nie przeczyszczałam się.
Od razu mówię: psychologowie nie gryzą =D. A jeśli czujemy, że to nie to należy zmienić lekarza. Chodziłam na wizyty przez ok. rok, średnio raz w tygodniu, później już rzadziej. Pierwsza rozmowa polegała na ogólnych pytaniach: co mnie sprowadza, dlaczego, itp? Na kolejnej musiałam zrobić kilka testów osobowościowych. Następnie rozpoczęły się pytania o rodzinę, moje życie: ogólny wywiad jakie panują relacje, moje cele, plany życiowe, sukcesy, porażki. Dopiero po zdobyciu tych informacji można było przystąpić do terapii: uświadomienie przyczyn, moich mechanizmów obronnych, dlaczego robię rzeczy tak a nie inaczej, jak to zmienić.
Uważam, że bardzo mi to pomogło. Przede wszystkim można się wygadać komuś bezstronnemu, kto nie będzie nas oceniał (nie powinien w każdym razie ale jeśli tak wyjściem jest zmiana lekarza). Takiej osobie można powiedzieć o wiele więcej niż np. przyjaciołom, którzy często nie chcą nam uświadomić pewnych rzeczy aby nas nie zranić itp. Naprawdę nie ma czego się wstydzić - choroby łaknienia są czymś normalnym dla psychologów. Nie jesteśmy pierwszymi ani ostatnimi osobami, które przez to przechodzą.
A co do Anonimowych Żarłoków - rzeczywiście są bezpłatni (tak sprawdziłam, coś mi się pokręciło z inną grupą wsparcia) ale... to nie jest terapia dla mnie. Nie jestem jakoś wyjątkowo skrytą osobą ale mam problem w okazywaniu emocji. Płakać przed psychologiem mogę ponieważ wiem, że to nie wyjdzie poza gabinet. Ale gdy poniosą mnie emocje przy iluś tam osobach... skończyłoby się najprawdopodobniej napadem żarłoczności. Nie jestem na to gotowa, nie wiem czy kiedykolwiek będę. Na razie pracuję nad tym w obrębie najbliższych (to też temat na kolejny post).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
